O autorze
Z pasją związana ze zdrowiem, tym publicznym i tym własnym. Będzie głownie o nim, bo jest tak samo ważne dla wszystkich.
Z pasją również gotuje i czyta, co z półki w ręce spadnie. Jeszcze studentka, zabiegania wegetarianka, a teraz blogerka.

Walczmy! …o zdrowie?

Potrafimy być naprawdę głośni, potrafimy wspólnie stanąć w obronie swoich racji, potrafimy wyrażać swoje niezadowolenie, potrafimy walczyć. O wszystko? Prawie wszystko. Na podstawie wydarzeń z kraju: kampania prezydencka, afera o „tabletkę po”, strajki górników i rolników czy wojna: lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego vs Minister Zdrowia, wydajemy się być społeczeństwem aktywnym. Zastanawiającym jest, dlaczego zatem tak nieudolnie walczymy sami o siebie? O coś, co należy tylko wyłącznie do nas? A konkretnie - o swoje zdrowie.

Marc Lalonde, minister zdrowia i opieki zdrowotnej Kanady, w 1974 roku opublikował raport „A New Perspective on the Health of Canadians”, w którym to przedstawił koncepcję pól zdrowia. Zgodnie z nią na nasze zdrowie wpływają cztery determinanty: styl życia, środowisko, czynniki genetyczne oraz opieka zdrowotna. Do dnia dzisiejszego podział ten nie stracił na swojej trafności i aktualności.



Najmniejszy udział w naszym zdrowiu (ok.10%) ma obszar, w stosunku do którego zawsze bardzo chętnie wyrażamy swoje niezadowolenie. Mam wrażenie, że system ochrony zdrowia wzbudza więcej emocji niż najstraszniejszy horror i najzabawniejsza komedia za razem.

Tytuł najbardziej znienawidzonej przez polaków instytucji, który otrzymał NFZ (ponad 80% negatywne ocenia jej funkcjonowanie - dane CBOS) nie pomaga w ociepleniu poglądów dotyczących służby zdrowia. Długie kolejki, zbyt drogie leki, brak specjalistów… lista zażaleń jest tak długa, że końca nie widać, a przecież to nie służba zdrowia ma największe znaczenie.
Największy wpływ na swoje własne, prywatne, jedyne i niezastąpione zdrowie mamy my sami.

Dysponujemy połową udziałów we własnym zdrowiu. Według Marca Lalonde’a aż 50% leży w naszych rękach. Pozostałe 40 % pozostaje na wpływ środowiska oraz czynników genów.

Przez prawie pół wieku od opublikowania teorii pól zdrowia wartość ta nie zmalała, co więcej, mówi się o zwiększeniu odpowiedzialności człowieka za własny stan zdrowia. Czy ma to dla nas znaczenie?

Profilaktyka, prawidłowe odżywianie, aktywność ruchowa, wysypianie się, unikanie stresu… kto by się przejmował takimi oklepanymi przez wszystkie media tematami, skoro tyle ważnych rzeczy się dzieje na świecie? Może przyciśnięcie do muru toną dowodów naukowych na skuteczność wyżej wymienionych działań otworzyłaby nam oczy tak bardzo zamknięte na możliwości jakie mamy by zdrowie ochronić i wzmocnić.

Nad stylem życia pracuje się od najmłodszych lat. Najpierw pomagają rodzice - zdrowe nawyki najłatwiej, a co najważniejsze najbardziej efektywnie wypracować z dzieckiem w wieku przedszkolnym. Rola rodzica jest wtedy nie do opisania. Bo przecież to z rodzicami dziecko spędza większość czasu, to z nich bierze przykład i to od nich się uczy. Później już samo zacznie podejmować decyzje, w co i w jaki sposób warto inwestować. Trzeba jedynie wszczepić w nie umiejętność sprawowania władzy nad własnym udziałem w zdrowiu oraz wybierania zachowań prozdrowotnych, tzn.: sprzyjające zdrowiu i jego poprawie.

Może dla dziecka i z myślą o jego przyszłości warto zastanowić się nad własnymi nawykami, tymi złymi i dobrymi? Nigdy nie jest za późno na zmiany, a robić to będzie dużo łatwiej z myślą o starcie dziecka w dorosłym życiu z dobrym zdrowiem.

Zazwyczaj krzyczymy najgłośniej o najdrobniejsze szczegóły. Może jednak warto powalczyć o coś większego? O coś należącego tylko do nas?
Trwa ładowanie komentarzy...